• Tomasz Kapela

Moje doświadczenie synodu o synodalności



Często spotykam się wśród znajomych z opinią o trwającym synodzie, że nareszcie świeccy będą mogli powiedzieć biskupom co myślą, wskazać im jak jest źle i co trzeba poprawić. Potem odpowiednie komisje podejmą stosowne uchwały i zlecą ich wykonanie, a biskupi wreszcie przejrzą na oczy, nawrócą się i wezmą się do roboty.


Nareszcie można wylać żale!

Myślę, że jest to duże niezrozumienie celu synodu i synodalności Kościoła, która jest jego tematem przewodnim. Synodalność, czyli „podążanie razem” to dla mnie wspólne wsłuchiwanie się w słowo Boże, w inspiracje Ducha Świętego i szukanie dróg, którymi możemy najlepiej głosić dzisiaj Ewangelię.


Jako członek rady parafialnej zostałem poproszony o przygotowanie odpowiedzi na pytania synodalne. Było ich pięćdziesiąt, a czas na odpowiedź krótki (zaledwie tydzień), bo przygotowany przez nas dokument miał być omawiany na kolegium dziekańskim. Moją pierwszą myślą było, że trzeba opisać to wszystko, co nie działa, co wymaga poprawy i wylać żale.


Dopiero przeczytanie „Vademecum synodu” dało mi odpowiedź, jaki jest cel naszej pracy. Tutaj przytoczę jedno zdanie, które mnie poruszyło: „W tym sensie jest oczywiste, że celem Synodu nie jest tworzenie dokumentów, ale to, by zrodziły się marzenia, powstały proroctwa i wizje, rozkwitły nadzieje, umocniła się ufność, zostały opatrzone rany, nawiązały się relacje, wstał świt nadziei, by uczono się od siebie nawzajem i budowano pozytywną wyobraźnię, która oświeci umysły, rozpali serca, przywróci rękom siły”.


Liczy się spotkanie

Przygotowaliśmy wspólnie dokument dla dziekana, ale nie on był najważniejszy. Doświadczyłem spotkania z ludźmi rzeczywiście zatroskanymi o naszą parafię.


Po pierwsze zobaczyliśmy, jak wiele dobra już się dzieje, jak wiele naszych inicjatyw przynosi owoce, jak wielki potencjał ma nasza wspólnota (np. dzięki temu, że na naszym osiedlu do kościoła chodzi mało osób, nie jesteśmy anonimowi).


Zauważyliśmy jednak dużo spraw do poprawy i nasz proboszcz usłyszał wiele cierpkich słów. Jednak nie zostały one wypowiedziane w duchu: “zgłaszamy problem a ty, proboszczu, zajmij się tym!” Wspólnie zastanawialiśmy się, co moglibyśmy zrobić jako rada i parafia. Już teraz kilka z tych pomysłów udało się zrealizować. Żałowałem tylko, że wszystko działo się w tak dużym pośpiechu. Uzmysłowiłem sobie jednak, że my jako rada parafialna od dawna już idziemy tą drogą synodalną i z pewnością będziemy to kontynuować.


I chociaż, jak się potem okazało, na spotkaniu dziekańskim, po Eucharystii, wspólnej kolacji i omówieniu spraw bieżących nie zastało już czasu na porozmawianie o naszych raportach, to i tak uważam, że wspólny wysiłek naszej rady parafialnej wydał dużo dobrych owoców.


Razem!

Uważam, że chcąc być częścią synodalności Kościoła, tego wspólnego podążania i rozeznawania, trzeba to robić przede wszystkim z ludźmi, którzy są blisko w rodzinie, wspólnocie czy parafii. Tak możemy zmieniać Kościół, aby jeszcze pełniej wypełniał swoją misję.




197 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie